Blog

image

Rock&roll czyli szalony sezon 2017 na finiszu.


Na pewno znacie tzw. „amerykańskie podejście”. Co by się nie działo zawsze na pytanie „co u Ciebie” odpowiadają „świetnie” z szerokim uśmiechem przyklejonym jakby na stałe do twarzy. Nigdy tego nie czułam. Trąciło mi to sztucznością, pozorami i duszeniem negatywnych emocji w sobie. A czasem trzeba im dać upust. Przynajmniej ja mam taką potrzebę. Nie będę więc ściemniać – liczyłam na medal Mistrzostw Świata. Wierzyłam, że powalczę o wygraną. Tymczasem wracam do domu z gorzkim czwartym miejscem i nie będę się szeroko uśmiechać, że jest ono takie fantastyczne. Bo nie jest. Ale… kilka dni wolnego w Australii pomogło mi już tę gorycz przełknąć.

         

Wracając do amerykańskiego podejścia – kiedyś przykleił się do naszego teamu Polak od urodzenia mieszkający w USA. Pojechał z nami kilka wyścigów. Mimo iż nie szło mu zupełnie, zawsze powtarzał – następnym razem wygram! I naprawdę szczerze w to wierzył.

Trochę naokoło zbieram się do podsumowania tego sezonu. Brakło mu błysku, kropki nad i, ale… był to cholernie dobry sezon. Nie wygrałam tego co chciałam, ale byłam bardzo blisko. I w kolejnym sezonie wygram!

Kultywując propagandę sukcesu, poniżej moje „highlightsy” z 2017.

Pierwszy sukces, nieco pozasportowy – istotny udział w angażu Jolandy Neff do KROSS Racing Teamu. Naprawdę czuję się ambasadorką Polski i polskich przedsięwzięć. To, że najbardziej rozchwytywana zawodniczka świata wybrała naszą drużynę i zdobyła mistrzostwo świata na polskim rowerze jest naprawdę gigantycznym sukcesem dla naszej marki. Cieszę się, że jestem tego udziałem :).

„Jolka” nie miała najlepszego początku sezonu, musiała odreagować niepowodzenie na Igrzyskach, oderwać głowę od roweru rozpoczynając studia. W naszej drużynie znalazła oparcie, zrozumienie i duży komfort psychiczny, który pomógł jej się odbudować i w ekspresowym tempie osiągnąć swój sportowy top. Na początku sezonu każdy z nas miał wybrać sobie motyw, który pojawił by się na indywidualnie malowanej ramie roweru (np. zwierzę). Jolanda wybrała feniksa. Uzasadniała, że liczy na to, że w Krossie odrodzi się na nowo niczym feniks z popiołów. Wygląda na to, że to się udało :).

Ale o moich sukcesach miało być, a nie Jolandy, choć… odrobinę się oczywiście do nich przypinam ;P.

Zaliczyłam bardzo dobry początek sezonu. Od zwycięstwa w Mediolanie w Pucharze Włoch, praktycznie nie schodziłam z podium ważnych wyścigów. Nawet jeśli startowałam nie w pełni sił (po chorobie, czy kontuzji…).


Naj, naj, naj sezonu to oczywiście drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Byłam bardzo bliska walki o zwycięstwo, co było zresztą moim najważniejszym celem. Te plany niestety pokrzyżowała kontuzja – złamanie wyrostka rylcowatego kości łokciowej tuż przed startem w mistrzostwach Europy i Pucharem Świata w Kanadzie. Szybko przepadła walka o medal w europejskim czempionacie, do Kanady poleciałam licząc, że uda mi się mimo bólu wystartować. Rzeczywistość była brutalna i zaliczyłam bezcelową wycieczkę za ocean oglądając wyścig zza drugiej strony taśmy. Swoją drogą, z pełną pokorą oddam, Jana Biełomojna była w tym roku w Pucharze Świata fenomenalna i w pełni zasłużenie to trofeum zgarnęła.

       

Kontuzja spowodowała dużo zmian w treningach, niestety nie mogłam zupełnie trenować na góralu, więc pozostała jazda na szosie. Motywacji na szczęście nie brakowało, bo mimo absencji w Kanadzie, cały czas liczyłam się w walce o podium w generalce Pucharu Świata. Do Mistrzostw Świata było natomiast na tyle daleko, że można było mieć nadzieję na pełną sprawność mojego nadgarstka. W tygodniu przed finałowymi zawodami Pucharu Świata RTG ciągle pokazywało złamanie. Ale… lekarze powiedzieli, że ważniejsze od rentgena są odczucia bólowe. A te, przy pomocy specjalnej ortezy, udało się ograniczyć do minimum! Cztery dni przed startem zdecydowałam podjąć walkę. Orteza co prawda mocno ograniczała mi swobodę sterowania rowerem, ale dawała duże poczucie bezpieczeństwa. Tym razem los mi odwagę wynagrodził. Wyścig PŚ Val di Sole to jeden z najlepszych moich występów w tym sezonie. I dzięki trzeciemu miejscu na włoskiej ziemi awansowałam na drugie w generalce Pucharu Świata, co oznacza mój personal best! Najlepszy wynik w karierze, który zdecydowanie pobudził mój apetyt na więcej!

Apetyt – na przyszły sezon, bo niestety nie zaspokoiłam go na mistrzostwach świata. Szykowałam się na walkę o wygraną. Czułam się świetnie – zarówno fizycznie, jak i technicznie (pomimo braków w treningu mtb). Ale nie oszukujmy się – złoto było poza zasięgiem. Srebro – jak najbardziej do zdobycia. Do tego jednak wszystko musiało zagrać. A nie zagrało. I nie będę się tłumaczyć. Wiele rzeczy (i nie tylko rzeczy ;)) stanęło na przeszkodzie. Bez dwóch zdań zepsułam start, nie po raz pierwszy zresztą… i to na pewno jest pierwsza rzecz do poprawy, jeśli chcę wygrywać w przyszłym sezonie. Na inne rzeczy nie miałam wpływu. A jak zaczynam sobie w głowie wyliczać co nie zagrało, dochodzę do jednego wniosku – jestem naprawdę cholernie dobra, że niezależnie od wszystkiego znów liczyłam się w walce o medal mistrzostw świata. Brakło szczęścia, ale umówmy się – szczęście sprzyja lepszym. I trzy dziewczyny, które stanęły na podium, były tego dnia lepsze.

I czas na creme de la creme sezonu 2017 – razem z Jolandą zdominowałyśmy puchar świata w klasyfikacji drużynowej kobiet. KROSS Racing Team wygrał cztery z sześciu edycji i zmiażdzył w klasyfikacji generalnej całą konkurencję! Było to nasze ciche marzenie przed sezonem. Ciche, bo przecież do drużynówki liczą się trzy zawodniczki. My dałyśmy radę we dwie! No, nie do końca we dwie… bo dwie pedałowałyśmy, ale to oczywiście sukces całego teamu, który pracował przez cały sezon na te wyniki równie mocno jak my! Tomek, Rafał, Madzia, Hubi – dziękujemy!

Ostatecznie sezon kończę:

  • 2 w klasyfikacji generalnej pucharu świata indywidualnie
  • 1 w klasyfikacji drużyn kobiecych
  • 4 w mistrzostwach świata
  • 3 w rankingu UCI
  • jako mistrzyni Polski (mój jedenasty tytuł w XC w elicie)
  • jedyna medalistka olimpijska, która liczyła się w tym roku w czołówce
  • jedyna zawodniczka, która liczyła się w walce o podium zarówno Pucharu Świata jak i Mistrzostw Świata

Not too bad… A najlepsze dopiero przede mną! :))))

A… i zostałam wybrana do komisji zawodniczej UCI jako kobieca reprezentantka XC! To dla mnie duża oznaka szacunku i zaufania ze strony środowiska mtb. Kontynuuję także swoje działania w komisji zawodniczej PKOL.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie w tym sezonie wspierali. Przede wszystkim mojej wyrozumiałej rodzinie 🙂

Mój sztab najbliższych współpracowników w tym roku tworzyli:

Krzysiek Zalewski – mój trener, który otworzył mi w tym roku oczy na nowe możliwości treningu i nie raz sprawiał, że prawie zaczęłam go przeklinać… 😉

Magdalena Zamolska – fizjoterapeutka, sparingpartnerka i nieocenione oparcie w każdej trudnej sytuacji

Hubert Grzebinoga – najlepszy mechanik w światowym mtb

Wielkie dzięki dla całej drużyny KROSS Racing Team na czele z jej managerem Tomkiem Swierczyńskim za nie tylko świetnie fukcjonującą drużynę i pełen profesjonalizm ale i za wspaniałego „ducha” ekipy.

Dla lekarzy – Piotra Kosielskiego i prof. Krzysztofa Ficka. Fizjo Pawła Zimonia i trenera techniki Arka Perina.

Podziękowania dla Polskiego Związku Kolarskiego i jego sponsorów CCC i PKN Orlen za kolejny rok zaufania i możliwość realizowania w 100% planowanego programu.

Pokłony w kierunku wszystkich partnerów KROSS Racing Team’u oraz moich prywatnych. Są nimi: miasto Jelenia Góra, Osada Śnieżka, Mercedes Benz – Mirosław Wróbel.

I wreszcie – drodzy kibice – bez Was by mnie nie było i tym samym tych sukcesów! Dzięki, że jesteście ze mną w każdej sytuacji!